wtorek, 7 stycznia 2025

koniec był bliski

Prawie umarłam. Przysięgam. Wracałam akurat skrótem z zakupów – przez kanałek. Bezpiecznie pokonałam prowizoryczny mostek i kiedy znalazłam się po drugiej stronie, musiałam wdrapać się pod lekką górkę. Na dworze śnieg i mróz. Zupełnie odruchowo wykonałam pierwszy krok i od razu straciłam grunt pod nogami. Padłam na kolana, jak pada się podczas aktu najgłębszej pokory. Ta pozycja miała mnie uchronić przed nieszczęściem, ale nie uchroniła. Miałam na sobie akurat skórzane, śliskie spodnie, dlatego od razu zaczęłam zsuwać się w dół. Na tych kolanach! Do kanałku! I tylko refleks mnie uratował. Padłam na podłoże całym ciałem, żeby zwiększyć tarcie i przyhamować, by za chwilę nie pochłonęła mnie woda. 

Prawie umarłam. Wy się, ludzie, może o mnie módlcie 🙏

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz