Byłam dziś z Gają w klinice na pobraniu krwi. Przygotowujemy się do sterylizacji i trzeba było się upewnić, że wszystko jest w porządku. Kiedy czekałam z nią w poczekalni, obok mnie usiadła około pięćdziesięcioletnia kobieta. Sympatyczna, ciepła, otwarta. Przy swoich nogach trzymała w transporterze kota. Tak, kota! Powiedziała ponadto, że w domu czeka na nią drugi. Nic nadzwyczajnego. Za to jej reakcja na Gaję była zdecydowanie nadzwyczajna. Wyściskała ją i wycałowała – przeszczęśliwa piesełka nie pozostawała jej dłużna.
– Kto by pomyślał, że poznam dziś taką słodziutką Gaję – powiedziała w zachwycie kobieta – Jaka radosna z ciebie psinka, jak pięknie się tulisz i merdasz ogonkiem.
Gaja w skowronkach, ja zaskoczona, pani uskrzydlona.
– Nie chciałaby pani mieć pieska? – zapytałam, mając pewność, że kochałaby go całym sercem.
– Chciałabym, bardzo. Z natury jestem psiarą, ale mieszkam z niepełnosprawną osobą i nie dałabym rady zaopiekować się pieskiem.
– Ach, rozumiem – odparłam.
Kto wymyślił poczekalnie, ten mistrz. Gaja uszczęśliwiona, ja uszczęśliwiona i pani też. To było piękne spotkanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz