piątek, 7 lutego 2025

empaci ;)

Zawiozłam dzisiaj Gaję na zabieg. Na zewnątrz byłam bardzo spokojna, ale w środku buzowały emocje. Starałam się ich nie potęgować, dlatego odwracałam, jak tylko mogłam, swoją uwagę. Chyba nie do końca skutecznie, bo w samochodzie Gaja zaczęła cichutko popiskiwać – nigdy się w ten sposób nie zachowuje podczas jazdy – a w samej klinice skomlała, jakbym oddawała ją na śmierć. Trzymała się kurczowo mojej kurtki.

Po powrocie do domu w drzwiach przywitał mnie kot. I jak nigdy (no dobra, raz tak miał, dwa dni przed śmiercią Kaja) był mną bardzo zaabsorbowany. Osaczył moje nogi i łapami zaczął się wokół tych nóg okręcać. Wydawał przy tym żałosne miauki.

– Kocie! Przestań się w ten sposób zachowywać – powiedziałam stanowczo, ponieważ to zachowanie obudziło we mnie wspomnienie utraty Kaja. 

– Miau! – odparł w odpowiedzi.

– Milo. Proszę cię – ponowiłam prośbę.

A ten co? 

Jak to kot zwyczajnie mnie olał i dalej wisiał na moich nogach.

Czekamy na telefon z kliniki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz