Chłopki Joanny Kuciel-Frydryszak przeczytałam już dawno, niedługo po pojawieniu się lektury na rynku. To jedna z tych książek, które mnie po prostu oburzają. Nie podoba mi się sposób narracji autorki, nie wydobyła ani grama człowieczeństwa z ludzi żyjących w pierwszej połowie XX wieku. Opowieści autorki sprowadziły ludność wiejską do przedmiotów, nic nieznaczących i pozbawionych głębszych uczuć istot skupionych na zaspokajaniu fizjologicznych potrzeb. Opisy w tekście są oburzające, autorka wydobyła na światło dzienne najbardziej drastyczne historie z życia ludzi tamtego okresu, jakby obok cieni w ich egzystencji nie istniały żadne blaski. I ludzie, którzy przeczytali tę lekturę, karmią się miażdżącymi faktami z życia swoich przodków. Wyrażają nawet przekonanie, że wreszcie rozumieją trudy ich egzystencji.
Guzik rozumieją. I chociaż faktom zawartym w lekturze nie można zaprzeczyć, nie jest to jedyna odsłona tamtej rzeczywistości. Jednostronne (i tendencyjne) przedstawienie realiów dawnego życia na wsi uważam za duży błąd, przez który autorka zezwierzęciła ówcześnie żyjących. Zrobiła to więc również ona, nie tylko wyżej sytuowane i odczłowieczone jednostki z tamtych czasów.
Może o to właśnie chodziło, o naturalistyczne przedstawienie rzeczywistości, którą później niektórzy traktują jako jedyną. To książka, w której nie ma ani grama ciepła i nadziei. Ani grama optymizmu i światła. I co niby miałabym z taką wiedzą o przeszłości zrobić? Udawać, że mnie olśniło, jak rzekomo olśniło niektórych ludzi recenzujących książkę?
Absolutnie nie chodzi mi o wygładzanie rzeczywistości – była, jaka była, i nic tego nie zmieni. Znam natomiast wiele pozycji literaturowych, w których również pojawiają się drastyczne sceny i historie z życia ludzi, ale autorzy opisują je w taki sposób, żeby nie odbierać godności opisywanym osobom, i nie robią tego poprzez umniejszanie cudzych krzywd, przedstawiają prawdę taką, jaka była. Potrafią widzieć ich podmiotowość i pisać o nich jak o LUDZIACH złożonych z krwi i kości, z ciała i ducha. Czyli wszystko jest kwestią ujęcia.
Chłopki? Dziękuję, nie dla mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz