poniedziałek, 4 listopada 2024

wywiadówka

Listopad to dla mnie zwykle trudny miesiąc. Piętrzą się sprawdziany, a krótkość dnia sprawia wrażenie ciągłego niedoczasu. Do tego sprawy rodzinne i pozarodzinne, kolejny etap olimpiady z języka polskiego na UW, w którym uczestniczę jako członek komisji, wyskakujące co chwilę infekcje, nagłe wizyty w służbie zdrowia i wywiadówki pożerające ogrom energii. Jak mogę, wykręcam się z uczestniczenia w tych, których nie muszę organizować sama, i chętnie zrzucam ten obowiązek na M. I zwykle, o dziwo, mi się to udaje. Niestety nie zawsze.

– Pamiętasz, że jutro jest wywiadówka u Nieletniej? – przypomina M.

– Pamiętam, że moja, szkolna, jest w środę – z marszu kombinuję – I wrócę na pewno bardzo późno.

– Musisz iść jutro.

– Ty pójdź – mówię przymilnym głosem.

– Nie mogę, będę na konferencji.

– A konferencji nie da się przełożyć? – próbuję chwytać się brzytwy.

– Nie da się, musisz iść.

– Mam lekcje do 15, a później spotkanie na UW o 19.

– To świetnie się składa. Wywiadówka jest o 17. Musisz iść.

– Muszę? 

– Musisz. To twoje dziecko.

– A masz na to jakiś dowód?

– Żabka – odpowiada spokojnie, patrząc na mnie z politowaniem – Mam akt urodzenia.

I pozamiatane. Pod koniec rozmowy to mnie jednak poniosło 😅

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz