Na tym właśnie polega pełnia życia i stąd bierze się moja siła – bycie w kontakcie z własnymi emocjami, bez prób tłamszenia ich, gdy się pojawiają. Ostatnio wyraziłam myśl, że czuję się winna, że jest mi w danym momencie bardzo źle. Przez chwilę zapragnęłam być skałą. Bez uczuć i bez problemów, jakie one powodują. Chciałam powstrzymać się od wyrażania siebie na blogu, żeby zakopać jakoś własną emocjonalność, z nadzieją, że wszystko by to zmieniło. A przecież nie zmieniłoby kompletnie nic. Uczucia pozostałyby ze mną, tyle że niewyrażone. Mój Dobry Duszek zareagował natychmiast:
Jesteś sobą, wyrażasz swoją piękną duszę.
Blog, w szczególności obecna na nim twórczość,
to jednak wentyle bezpieczeństwa.
Nawet jeśli to tam potwierdzasz, że ciągle rani,
boli, trwa i tkwi jak zadra.
Nikt nie potrafiłby ująć tego celniej niż Dobry Duszek, który dobrze mnie zna. A ja... wciąż piszę, ubieram w słowa emocje, żongluję uczuciami, wyrażam siebie i będę to robić tak długo, jak długo będę czuć taką potrzebę. Jestem przekonana, że pisanie ratuje mi życie, a już na pewno zrobiło to dawno, dawno temu – było kotwicą w najbardziej chwiejnych momentach życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz