Znów śniło mi się, że nie mogę zdążyć do pracy, ponieważ cały świat staje mi na przeszkodzie. Czuję lęk tak głęboki jak dno najgłębszej studni, ale szukam sposobów mogących zminimalizować skutki nieoczekiwanej opieszałości. Próbuję nadgonić stracony czas szybkim biegiem do metra, niestety droga wydłuża się o niespotykane dotąd przeszkody: stado słoni, gwarny jarmark, zatłoczona autostrada, rozległe pole kukurydzy, wszystkie je próbuję pokonać. Zdyszana, zmęczona i pogubiona zerkam w końcu na zegarek i już wiem, że nie mam szans. By wyjść z twarzą z tej sytuacji, powinnam wysłać wiadomość do dyrekcji z informacją o nieobecności z powodu losowego zdarzenia. „I przyznać się, że nie podołałam? Że nie wywiązałam się ze zobowiązania? Że zawiodłam w momencie, gdy ktoś uznał mnie za wartego uznania i zaufania pracownika?” – myślę z obawą. Zalewa mnie zimny pot, serce wali jak pralka wypełniona kaloszami, zaczyna brakować mi tchu, ale sięgam po telefon w kieszeni i… na szczęście się budzę.
– Najtrudniej przyznać się, że nie jest się idealnym, co? – z uśmiechem, ale też z życzliwością, komentuje moja druga Pełna Połówka.
– I że straciło się kontrolę. Albo raczej, że nigdy się jej nie miało.
– I ty tak do pracy biegłaś? – pyta z drwiną i prawie stuka się po czole.
– Do pracy.
– Dziewczyno!
Gdzie uzyskam pomoc psychologiczną i duchową?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz