Połączyło nas speculum. Studiowałyśmy razem polonistykę, ale
niestety ze względu na odległość liter w alfabecie, na które zaczynają się
nasze nazwiska, byłyśmy w innych grupach. A to pech. Pech duży, ponieważ nim
poznałam Ziębuszkę osobiście, słyszałam o niej mnóstwo dobrych rzeczy:
zaangażowana, wszechwiedząca, solidna, mądra. Źródło wiedzy i pomocy.
Tamtego dnia miałam mieć kolokwium z literatury
staropolskiej, chciałam oczywiście zaliczyć je jak najlepiej – nie na jakąś tam
trójczynę, żeby tylko odhaczyć przedmiot – dlatego, gdy tylko dostrzegłam Ziębuszkę
na uczelnianych schodach, bez chwili zastanowienia ruszyłam w jej kierunku.
– Czy speculum to zwierciadło? – zapytałam bez ogródek. Nawet
się nie przedstawiłam.
Zdezorientowana spojrzała na mnie badającym wzrokiem,
później stała znieruchomiała i wyglądała, jakby próbowała połączyć w głowie
jakieś kropki.
– Czy speculum to zwierciadło? – powtórzyłam więc.
– Speculum? – odpowiedziała pytaniem, wciąż zbita z tropu.
– Łukasz Górnicki. Speculum. Zwierciadło – próbowałam pomóc,
choć sama właściwie potrzebowałam ratunku.
– Tak, Dworzanin polski to speculum.
Uff! Byłam uratowana. Co prawda, na kolokwium nie padło
pytanie o Dworzanina, ale i tak czułam się wygrana – bo wiedziałam, a dzięki
Ziębuszce miałam nawet pewność.
Od tamtej pory wymieniłyśmy setki SMS-ów, albo nawet więcej.
Jeśli ja się mylę, nie myli się na pewno system komórkowy, który wskazał ją
jako osobę, z którą mam najczęstszy kontakt. To oczywiście setki wymienionych radości, smutków, zmartwień,
wrażeń, wyznań… Czasami się spotykamy i rozmawiamy ze sobą do późnych godzin
nocnych, zajadając przy tym gorgonzolę – to chyba symbol naszej przyjaźni – i inne
smakołyki, w jakie akurat się zaopatrzymy. Winko też nam dobrze smakuje.
Jestem wdzięczna losowi, że postawił ją na mojej drodze, że jest częścią mojego życia. Na
samą myśl o niej mocno się roztkliwiam.
Ciekawe, czy pamięta żółte tulipany, które mi kiedyś podarowała...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz