Poznałyśmy się dopiero w 2017 roku, chociaż mogłyśmy się poznać wiele, wiele lat wcześniej. Szybko okazało się, że już wcześniej łączyło nas kilka szczegółów, o których nie miałyśmy oczywiście pojęcia: miasto, szkoła, a nawet porodówka, na której mogłyśmy się przypadkiem spotkać. Rita to osoba – o czym być może nawet nie wie – dzięki której udało mi się utrzymać na powierzchni w pierwszych miesiącach mojej pracy. Gdy jedna z nauczycielek złożyła na mnie bezpodstawny donos i zrobiła wokół siebie wielki show, żeby zdewaluować mnie w oczach całej kadry, Rita stanęła w mojej obronie.
– Dlaczego ona myśli, że jest kimś lepszym od ciebie i ma więcej praw? – powiedziała w rozmowie ze mną – Obie jesteście tu na tych samych zasadach.
I miała rację, ale nie tylko z tego powodu jest dla mnie autorytetem. To bardzo sumienna i zaangażowana osoba, która wykonuje swoją pracę najlepiej, jak umie – biorę z niej przykład. Nie przekracza granic w relacji z uczniami, jest konsekwentna i opanowana, świadomie wypełnia swoją rolę. Trwa twardo przy swoich wartościach i z zasady – podobnie jak ja – nie donosi. Wielki Brat patrzy, czyli ja, i czerpie pełnymi garściami z doświadczeń bardziej wprawionego belfra. Pojawiła się w moim życiu w najwłaściwszym momencie. Dziękuję za to i jej, i losowi.
Nie znam chyba bardziej ułożonej osoby, która w każdym miejscu, w jakim się znajdzie, zachowuje się stosownie do sytuacji i do rodzaju relacji. Jest wyjątkowo powściągliwa, co jest skutkiem jej inteligencji umysłowej i emocjonalnej. I wiem też, że jest mi bardzo życzliwa. Wspiera mnie w moich dążeniach i nigdy, przenigdy – jakby to powiedzieli nasi uczniowie – nie wali ściemy. Oprócz wsparcia prawie ofiarowała mi Jeżyki Coolki, ale... zjadła.
Na spotkania towarzyskie przynosi paluszki.
Jako pierwsza otrzymała zdjęcie mojej maliny. Tylko ona przecież swoim wprawionym okiem mogła właściwie ocenić jakość uprawy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz