Pewnego dnia postanowiłam zmienić swoje dotychczasowe życie, uwolnić się od ograniczeń i spróbować żyć wśród ludzi, których bałam się bardziej niż czegokolwiek na świecie. I właśnie wtedy, chcąc w zasadzie jedynie zbadać rynek pracy, wysłałam CV do jednej z warszawskich szkół. Później przypadkiem otrzymałam zatrudnienie, przypadkiem znalazłam się we wnętrzu placówki, w której wszystko było obce i przerażające. I wtedy też, pewnie zupełnie przypadkiem, zauważyłam czyjąś dłoń sięgającą w pośpiechu po kluczyk wiszący tuż przy futrynie drzwi pokoju nauczycielskiego. Niczym iskierka, która pojawia się po to tylko, by za chwilę zniknąć. Jak promyk przebiegająca przez korytarz szkoły i chowająca się w jednej z klas prawie niepostrzeżenie. Nieosiągalna. A jeśli już, to tylko na moment i tylko dla wybranych.
To była Kociara, ale długo nazywałam ją w myślach iskierką, nie zdając sobie jeszcze wtedy sprawy z tego, jak wielką wagę stanowiła ta wymyślona nazwa. Poznałyśmy się niemal od razu. Kociara podeszła do mnie podczas jednej z przerw, przedstawiła się i wyciągając dłoń w moją stronę, powiedziała:
– Przypominasz mi mnie sprzed lat. Piękne, piękne rude włosy – zachwyciła się – Widzę, że na poważnie zabierasz się za pracę w szkole – zauważyła potem i razem ze mną pochyliła się nad nową podstawą programową, z którą sama zapoznała się wcześniej podczas jednego ze szkoleń.
Pomyślałam wtedy, że na poważnie zabiorę się raczej za ucieczkę, bo wszystko, co od kilku dni mnie otaczało, wydawało się zbyt trudne do przeżycia, ale uprzejmie skinęłam głową i uśmiechnęłam się uśmiechem przypominającym skwaszony grymas. Właściwie przez trzy pierwsze miesiące w nowej pracy czułam się bardzo niepewnie, ale cały czas próbowałam utrzymać się w pionie.
– Może teatr? – pewnego dnia zagadnęła niespodziewanie Kociara.
Podczas pracy nad tekstami dawnymi nie musiałam odnajdywać się w relacjach, nie musiałam bać się zranienia i zastanawiać się nad tym, czy można komuś zaufać, ponieważ w moim zawodowym życiu nie było zbyt wielu ludzi. Może właśnie dlatego w pierwszych miesiącach pracy poczułam się przytłoczona nadmiarem bodźców i nadmiarem otaczających mnie osób.
– Bardzo chętnie – odparłam jednak, reagując na zaproszenie.
Chociaż spektakl, na który razem wtedy poszłyśmy, był wymagający i wprawił mnie w ogromne zakłopotanie, ponieważ jedyne, co miałam do powiedzenia na jego temat, to to, że chce mi się wymiotować, pozwolił bliżej poznać Kociarę. Piękny umysł, piękna dusza. Chyba właśnie wtedy po raz pierwszy w życiu udało mi się dostrzec niezakłamaną pasję w drugim człowieku. Miłość do czegoś, czemu oddaje się momentami całe serce. Dostrzec wnętrze wiotkie i ostre jednocześnie. Jak źdźbło trawy, o którym poniekąd pisał kiedyś Pascal. Delikatne, pancerne.
I tak właśnie zaczęła się era Mazur, na które już w pierwszym roku naszej wspólnej pracy zostałam zaproszona. Z całego serca dziękuję Ci, Kociaro, że pojawiłaś się w moim życiu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz