Moja relacja z Bibi to prawdziwy fenomen. W sprawach politycznych reprezentujemy dwa przeciwległe bieguny. W sprawach klimatycznych tym bardziej. Gdy ja okrywam swoje marznące ciało kurtką, czapką i glanami, bo wciąż czuję zimę, ona prezentuje się w stroju kąpielowym, zwiastując swoim ubiorem nadchodzące lato. To fakt, można by rzec, autentyczny (!) – gdyby można było tak powiedzieć. Odsłoniła go Chorwacja. Ja jestem rannym ptaszkiem, ona nocnym markiem, ja humanistką, ona umysłem ścisłym. Przeciwieństwo goni przeciwieństwo.
Może dopełniamy się właśnie różnicami, a szacunek i życzliwość obecne w naszej relacji pozwalają tworzyć przestrzeń dla jej trwania. Bywamy razem tu i ówdzie, robimy wspólnie to i owo i naprawdę świetnie się przy tym bawimy, grzesząc czasami (Gdańsk!) na różne sposoby, ale o grzechach może innym razem ;)
Bibi nie używa górnolotnych słów, zamiast poezji wybiera prozę życia, choć zdarzyło się kiedyś, że za moją sprawą przeczytała jakiś wiersz.
– Naczytałam się teraz poezji na dziesięć lat! – powiedziała wtedy, a ja zaśmiałam się głośno pełna zrozumienia dla jej wrażeń.
Wiem, że życzy mi jak najlepiej i pomimo braku wielkich (słownych!) deklaracji jest po mojej stronie. To swój człowiek, który wspiera mnie obecnością i gotowością do reagowania na to, co mam do powiedzenia. To wszystko działa w obie strony – mam nadzieję, że o tym wie. Cieszę się, że jest w moim życiu.
Różnie można spędzać czas. My robimy to w ten sposób.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz