Gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy, siedziała wygodnie na moim szkolnym krześle w rogu pokoju nauczycielskiego i uśmiechała się do wszystkich serdecznym i nigdy właściwie niegasnącym uśmiechem. Ciepła, delikatna, cichutka, a jednocześnie obdarzona wielką mocą tworzącą wokół niej ochronny pancerz. Choć był nieuchwytny fizycznym okiem, wyraźnie go dostrzegłam już przy pierwszym kontakcie, bo przecież, jakby powiedział Antoine de Saint-Exupéry: „Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Spojrzałam więc poza to, co widać, i natychmiast zalała mnie fala ciepła. W jednej chwili zapragnęłam poznać ją bliżej – mam w końcu radar na dobrych ludzi i nigdy nie zawaham się go użyć – na szczęście szybko okazało się, że nadajemy na tych samych falach.
Nie zmyliły mnie ani pierwsze wrażenie, ani intuicja, której od jakiegoś czasu staram się nie podważać. Czuję się wyróżniona, mając Iskrę blisko siebie. Zwykle po swojej prawicy.
A tu, na dowód tego, o czym piszę, wcielenie ciepła Iskry.
↓↓↓

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz