Stoję przed salą lekcyjną i przekręcam klucz w zamku, gdy nagle po mojej prawicy i lewicy ustawiają się dwaj rośli młodzieńcy, pochylają się nade mną i mówią:
– Brzydzę się donosicielstwem – szepcze pierwszy do prawego ucha – Dlatego najuprzejmiej, jak umiem, donoszę, że Jeremiś nie przyszedł do szkoły, bo bał się, że go pani dziś zapyta.
– Brzydzę się potwierdzeniami donosów – do lewego ucha szepcze drugi – Dlatego najuprzejmiej, jak umiem, potwierdzam, że to prawda.
Skąd wiedzieli, że ryknę śmiechem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz