Dziwna sprawa. W poniedziałek, gdy pojawiłam się w pracy, nie było ani jednego z moich uczniów, z którymi miałam akurat mieć lekcje. Usiadłam więc w pokoju nauczycielskim i smęcę:
– Niepotrzebnie przyjechałam na 7.45.
– Bez sensu – reaguje Kali – To pierwsza lekcja. Mogłabyś pospać godzinkę dłużej.
– Plus jest taki, że możesz teraz posiedzieć i nic nie robić – dodaje Rufus.
– To żaden plus. Zmarnowany czas. Nie wolałbyś spać dłużej i przyjechać godzinę później? – dyskutuje Kali.
– Pewnie, że bym wolał – odpowiada – Lubię dużo spać, ale lubię też nic nie robić.
– O – ożywia się Kali – Jesteś chyba moim dalekim kuzynem.
Mam podejrzenie, że wszyscy jesteśmy spokrewnieni.
Wszyscy jesteśmy jedna wielka rodzina ;) albo po prostu swój do swego ciągnie? :)
OdpowiedzUsuńObstawiałabym jedno i drugie ;)
Usuń