czwartek, 3 kwietnia 2025

szkolne zmagania

Jedna z piosenek, którą po prostu uwielbiam. Wchodzę rano do ogródka, siadam na huśtawce, biorę kawę w rękę i odpalam. Każdemu polecam!!!


Oczywiście, że sztacham się tym utworem. Z pełną premedytacją. Codzienność nie jest łatwa, ciągle pojawiają się jakieś problemy, którym trzeba stawić czoła, dlatego każdy sposób mogący stać się ratunkiem jest na wagę złota.

Z pomocą przybywa też wszechświat. Dziś akurat w postaci Wilku, która podesłała mi najlepszą pod słońcem pozycję na ten czas, chociaż nie miała pojęcia, że przeżywam jakikolwiek kryzys. Po wczorajszym zebraniu ciężko było mi dojść do siebie. Nic złego się nie stało, ale rozwarstwił mnie komunikat jednej z mam: „Jak syn nie zda z polskiego, popełni samobójstwo”. Wszystko jest dla mnie jasne, rozumiem specyfikę jego schorzenia, dlatego odnoszę się do dziecka ze szczególną delikatnością i staram się stwarzać warunki, w których w bezpieczny sposób może zaliczyć materiał, ale nie wszystko niestety zależy ode mnie. Są ludzie, którzy czasami chowają się za chorobą i nie próbują podejmować żadnej inicjatywy. Nie chcą brać odpowiedzialności za swoje życie ani za wybory, jakie tego życia dotyczą. Tak jakby diagnozą chcieli załatwić wszystkie sprawy. W myśl powiedzenia, które wszystkim jest chyba znane: „mam horom curke" (należy mi się). Ponieważ w szkole pracuję nie od dziś, dostrzegam pewne mechanizmy i widzę kierunek, w jakim ktoś próbuje zmierzać. I nie zgadzam się na taki kierunek. Diagnoza nie pomoże w zdaniu matury, za to wiedza już tak. Przecież wpisanie do arkusza maturalnego słowa depresja, zamiast właściwych odpowiedzi, nie da przepustki do przyszłości, o jakiej się marzy.

To wszystko jest bardzo trudne i nie mam chyba siły, żeby tłumaczyć szczegółowo, w czym leży problem. Uważam po prostu, że czasami, przy odrobinie chęci, można chociaż troszeczkę posunąć się do przodu, a jeśli tych chęci nie ma w ogóle, trzeba zadbać w pierwszej kolejności o zdrowie. Stworzyć przestrzeń do tego, żeby stanąć na nogi, nawet jeśli miałoby to oznaczać zaniedbanie innych spraw, do których później można przecież wrócić. 

Słowa wypowiedziane przez mamę zabrzmiały dla mnie jak szantaż. Nie zapytała, co moim zdaniem można zrobić, żeby pomóc dziecku zaliczyć materiał, za to bardzo wyraźnie powiedziała, co się stanie, jeśli chłopiec nie zda. Jako matka wyobrażam sobie, co ta mama przeżywa, i z całego serca staram się rozumieć i wspierać, ale uważam jednocześnie, że postąpiła wobec mnie nie w porządku, próbując zrzucić na mnie odpowiedzialność za życie swojego dziecka. To nie fair! To cios poniżej pasa. 

Nie pierwszy raz spotykam się z czymś takim i jak zwykle bardzo to przeżywam. Dwa albo trzy lata temu znalazłam się w równie trudnej sytuacji. Dziewczynka „schowała się” za diagnozą i dążyła do wymuszenia zaliczeń z różnych przedmiotów, wykorzystując manipulację. Bardzo chciałam wtedy pomóc, a ponieważ tak jak teraz byłam przekonana, że pozytywna ocena na koniec roku to nie jest środek do osiągnięcia celu, zaproponowałam lekcje online. Darmowe. Chciałam chociaż cokolwiek naprawić, wyposażyć ją w potrzebną do zdania matury wiedzę. Dziewczynka skorzystała z tych lekcji, a później podczas zajęć z klasą, w czasie których wylosowałam jej nazwisko i miała zaliczyć odpowiedź ustną, oskarżyła mnie o sfałszowanie losowania, którego dokonałam na oczach 30 osób. Wiązało się to z dużymi nieprzyjemnościami dla mnie, byłam zmuszona tłumaczyć się z czegoś, czego nie zrobiłam, ale najbardziej zabolało mnie chyba to, w jaki sposób, chcąc uniknąć odpowiedzialności, postąpiła wobec mnie dziewczynka.

Ech, dużo już za mną i zapewne bardzo dużo przede mną. Życzę sobie wytrwałości, dystansu i niegasnącego zapału do pracy z młodzieżą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz