Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego, gdy czegoś nie rozumiemy, szukamy przyczyny albo winy w sobie lub w kimś albo w czymś na zewnątrz? Ja się zastanawiałam i dawno temu znalazłam odpowiedź. Daje nam to poczucie kontroli i bezpieczeństwa. Rzeczywistość staje się wówczas bardziej przewidywalna i pewniej w niej funkcjonujemy. Każdy skutek ma przecież swoją przyczynę, a znalezienie jej przywraca naszemu życiu spokój i harmonię.
Umysł potrafi doprowadzić nas do absurdalnych wniosków, a my, działając często nieświadomie, dajemy mu się zwieść. Otrzeźwienie przychodzi czasami z bardzo dużym opóźnieniem albo, co też często się zdarza, nigdy. Można być niewolnikiem własnego umysłu przez całe życie, wierząc w jego projekcje i ślepo się do nich przywiązując, ale możemy też próbować dążyć do prawdy, kwestionując własne przemyślenia i konfrontując je chociażby z wiedzą, do której mamy dzisiaj bardzo łatwy dostęp.
Co do wiedzy, jakiś czas temu doszłam do wniosku, że ratuje życie. Porządkuje doświadczenia i pozwala zrozumieć zjawiska, z jakimi się spotykamy. I chociaż czasami pewne sprawy nie mieszczą nam się w głowie, bo ze zwykłego, ludzkiego punktu widzenia nie miały prawa się zdarzyć, łatwiej je przyjąć, uznając ich istnienie za normę, co wynika chociażby z rachunku prawdopodobieństwa czy też z samej natury świata. Warto zaznaczyć, że to, co uznać możemy za normę, wcale nie musi być normalne.
Przepraszam cię, moje ciało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz