Wczorajszy dzień minął pod znakiem niepewności i wrażeń. Najpierw zawiodło metro, przez co spóźniłam się do pracy, a później sama narobiłam bałaganu w planie dnia, ponieważ całkowicie straciłam rachubę czasu. Byłam umówiona z Sonią pod Kinem Muranów o 20:15, wyobraźcie sobie mój popłoch, kiedy o 19:56 zorientowałam się, że godzina, na którą patrzę, to nie 18:56.
Jak do tego doszło? Nie wiem.
A może jednak wiem. Pochłonął mnie mój mały o wielkiej mocy kojenia ogródeczek, w którym plewiłam maliny i instalowałam budkę dla Gai i Mila. Na szczęście z pomocą przyszedł M. i podwiózł mnie pod kino. W rezultacie byłam na miejscu o 20:14. Cała minuta rezerwy!
A być było warto. Dostałam od Soni zaproszenie na premierę Sanatorium pod klepsydrą braci Quay. To nowa ekranizacja utworu Brunona Schulza, która stanowi nie polemikę, ale dialog z wersją Hasa z 1973 roku. Poniżej załączam zwiastun 👇

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz