niedziela, 7 lipca 2024

foka

Stara foka leniwie przeciągnęła się w słońcu. Nie, nie była siwa, raczej grafitowa z jaśniejszym niż grzbiet brzuchem, jakby opierzała, dlatego na pierwszy rzut oka wydała się sędziwa wiekiem. A potem leniwie potarła oczy płetwo-łapą, żeby strzepać z nich nadmiar piasku, i wyłożyła się ciężko na namokłej od fal plaży. Kobieta patrzyła na nią z odległości najwyżej trzech metrów i mimo ciekawości ziewnęła w końcu ze znużenia, do czego skłoniły ją prawdopodobnie mozolne ruchy  zwierzęcia. 

Pusto. Tylko ona i foka. I morze. Więc znów rozbłysły w jej głowie odwieczne pytania, lekko może zmodyfikowane kolejnymi rozwianymi złudzeniami. Nieśmiertelne dlaczego, na które przecież i tak nie ma odpowiedzi. Kobieta miała już tyle lat, a wciąż tak mało wiedziała o sobie i o życiu. Może żyła po to, by w końcu umrzeć z brakiem wyjaśnienia. Jak każdy. Zapadła nagle w zadumę, której czasami z powodu natłoku codziennych obowiązków zwyczajnie jej brakowało. Albo nie pozwalała sobie na nią z powodu lęku. Często po prostu wygodniej i bezpieczniej jest wiedzieć i rozumieć mniej. 

– Proszę na nią uważać. One bywają bardzo niebezpieczne – nagle znikąd pojawił się głos mężczyzny. Zapatrzona w fokę kobieta na długo straciła rachubę czasu i rzeczywistości. Wciąż tej samej. Wspaniałej i przerażającej jednocześnie rzeczywistości. 

Ze zdziwieniem uniosła wzrok w stronę dźwięku, by połączyć go z mówiącą do niej osobą, i dostrzegła, że to przecież Starszy Pan Znad Morza. Miał wszystkie jego cechy. Przede wszystkim pogodę ducha i metafizyczne spojrzenie. Nie miał tylko siwej brody, ale po wielu tego typu przygodach była skłonna stwierdzić, że nie jest ona obowiązkowa.

– Proszę uważać – powtórzył cierpliwie mężczyzna – Podszedłem do takiej niedawno, bo myślałem, że nie żyje. A ta! Jak się na mnie nie rzuciła!

– Coś podobnego. Aż trudno uwierzyć – odparła kobieta, raz jeszcze intensywnie spoglądając na leniwe, wyjątkowo łagodnie wyglądające zwierzę.

– Widać, taka jej natura. A co tu panią sprowadza? – zapytał starszy pan zdziwiony obecnością człowieka na plaży jeszcze przed sezonem.

– Ostatnio mam za dużo pracy i zmartwień – zaczęła – Ale jestem tym wszystkim tak bardzo zmęczona, że aż nie chce mi się o tym opowiadać.

– Samo życie, co?

– No tak – westchnęła i ciągnęła dalej, choć wiedziała, że później długo będzie żałować zbytniej otwartości – Wie pan, zrobiłam w życiu mnóstwo głupich rzeczy, których teraz bardzo żałuję.

– Co też pani mówi? – z nieukrywanym zaskoczneniem zareagował rozmówca.

– Naprawdę – odparła nielekko.

– Jakoś nie wygląda mi pani na taką.

– No tak. Takie są najgorsze – powiedziała żartobliwym tonem, chcąc chyba ukryć głębię wypowiedzianych słów albo przeciwnie – mocno ją zaakcentować.

– Dobre – roześmiał się starszy pan – Bardzo dobre. I może nawet prawdziwe.

Potem odszedł tak samo niepostrzeżenie, jak się zjawił. Zniknęła też foka. A życie toczyło się dalej.

1 komentarz:

  1. Wszystko się zgadza niestety. Zwykle żałujemy zbytniej otwartości a mimo wszystko mamy nadzieję że ktoś nas zrozumie.
    Chcę czytać dalej!

    OdpowiedzUsuń