Spotkałyśmy się wczoraj wieczorową porą na jednej z mokotowskich działek i urządziłyśmy sobie grill. A jak grill, to wjechały poważne, filozoficzne tematy.
– Doświadczenie nauczyło mnie nie wierzyć w Boga – powiedziała jedna z dziewczyn – A katolicyzm to dla mnie zło wcielone.
– Katoliczka ze mnie żadna, ale w Boga wierzę – odparłam – Tego, który jest miłością.
– Z lekcji religii, po bataliach z rodziną, zrezygnowałam w wieku czternastu lat – dodała.
Akurat dobrze ją rozumiałam. Dla mnie te lekcje były formą biczowania całego mojego istnienia. Ale chodziłam, nie odważyłabym się toczyć walki, jaką stoczyła koleżanka.
– A ślub masz kościelny czy cywilny? – zapytałam z ciekawości.
– Kościelny – powiedziała z pewnością w głosie – Mam też bierzmowanie i przedmiot zaliczony na każdym etapie kształcenia.
– O. Jak to zrobiłaś?
– Za dwa Chrystusy.
Zdziwiłam się i czułam, że ta opowieść zmierza w ciekawym kierunku.
– Ksiądz, który później się ożenił i ma teraz czworo dzieci, poprosił mnie o namalowanie dwóch obrazów z Chrystusami do salki katechetycznej. I mam. Zaliczenie, bierzmowanie, ślub kościelny.
– A, czyli tak to się robi – zaśmiałam się – Za dwa Chrystusy. A ja przez tyle lat chodziłam na religię.
„Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne”*,
za dwa Chrystusy znajoma kupiła wolę księdza.
Chrystus zawsze w cenie.
* Cytat pochodzi z Żołtarza Jezusowego – utworu powstałego w okresie średniowiecza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz