Ciekawym zjawiskiem w Wilnie jest to, że wszyscy (może nie wszyscy, ale na pewno ci, z którymi miałam do czynienia) mówią po polsku. A przynajmniej tak mi się wydawało. W pewnym momencie okazało się, że to, co słyszę i doskonale rozumiem, wcale nie jest językiem polskim, tylko gwarą wileńską. Właśnie tą, którą posługiwał się Mickiewicz. Dopiero w czasie tej podróży zrozumiałam, że spór dotyczący przynależności narodowej poety jest nie do rozstrzygnięcia. Jestem skłonna określić go jako Białorusino-Litwino-Polaka.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz