Kiedy mój świat wywrócił się do góry nogami, poczułam nagle, jakbym tonęła w ogromnym morzu bez brzegu, bez portu, w którym można by bezpiecznie przycumować. Wtedy właśnie mój największy strach stał się rzeczywistością i wszystko, czemu ufałam – zarówno w sobie, jak i w życiu – runęło jak domek z kart. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że pewne wartości, takie jak chociażby zaufanie, budowałam w sobie przez wiele lat, a teraz, w jednej chwili, niespodziewanie je straciłam. W ułamku sekundy prysnęły jak bańka mydlana, rozpływając się w powietrzu. W konsekwencji opuściło mnie przekonanie – karmione przez lata przez ślepą wiarę albo nawet naiwność – że wszystko będzie dobrze, że jakoś się ułoży, wystarczy tylko, że w biegu donikąd nie stracę sił.
Już wiem, że czasami wiedzieć lub przeżyć mniej jest znacznie łatwiej i mniej boleśnie, niż wiedzieć lub przeżyć więcej. Dzień STRATY to moment, w którym człowiek się przebudza, dosłownie i metaforycznie, i chociaż czuje się wtedy, jakby ktoś zadał mu cios w sam środek serca, ten moment musi w końcu nastąpić. Zdecydowanie wygodniej byłoby to przebudzenie przespać albo magicznie przeoczyć.
Strata to zawsze zniszczenie jakiegoś cennego ideału, jakiejś wartości, której posiadanie wydawało się warunkiem dobrego życia, to odejście szczęśliwej niewiedzy chroniącej wcześniej przed bolesnymi sprawami istnienia. Prawda wówczas zdaje się być nie do zaakceptowania. A jednak – akceptacja to jedyna możliwa droga, by przetrwać, wcale nie bez szwanku. To właśnie dzięki stracie, jaka się nam przydarza, rozkwitamy. Zanim jednak nadejdzie nowy początek, czujemy się zdezorientowani, przybici, zranieni i wpadamy w ciemną otchłań niemocy.
Zamiast zamykać się i rezygnować z tego, czego już nie ma lub czego może nigdy nie być, mogę poddać się biegowi życia. Muszę ruszyć w nieznaną ciemność, mając serce i oczy szeroko otwarte, ufając, że znajdę w końcu pęknięcie w otaczającym mnie bezkresnym mroku, które wniesie nowe światło do mojego życia. Mam wszystko, czego potrzebuję, by kroczyć przez życie – miłość, odwagę, cierpliwość. Nie boję się być trzciną na wietrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz