Zanim pojawił się w naszym życiu, trzy razy dziennie przez miesiąc smycz wyprowadzana była sama. Taki test na odpowiedzialność – zdany na 100%
Dzisiaj ważą się jego losy. Nie podjęliśmy decyzji o eutanazji, nie daliśmy rady. I chociaż ma bardzo małe szanse, jak powiedziała pani weterynarz, to jednak je ma. Nie moglibyśmy żyć z myślą, że nie zrobiliśmy wszystkiego, co w naszej mocy, żeby mu tę szansę dać.
Najbliższe dni będą decydujące, mobilizujemy całą wiarę, jaką mamy w sobie, żeby się udało.
Sił w łapach, Kaju. I w SERCU! Bardzo chcemy, żeby jeszcze dla nas biło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz