31 maja to jednak był rewolucyjny dzień – teraz jeszcze bardziej się cieszę, że zamówiłam na ten czas ładną pogodę, bo właśnie dzięki niej:
A) udał się grill i spotkanie z Ziębuszką,
B) rozkwitła piwonia (chyba na okoliczność powitania wyżej wymienionej),
C) nasz uciekinier Milo, który noc spędził poza domem, czym napędził nam niezłego stracha, nie przemarzł na kość.
Chyba go dzisiaj nie dobudzimy.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz