Kończyłam akurat opowiadać swoją poranną historię na blogu, kiedy otrzymałam wiadomość od Ziębuszki. A w niej, ku mojemu zaskoczeniu, opowieść o metrze. Albo o niej samej właściwie. Musicie ją przeczytać!
Dzisiaj, przed schodami do przejścia podziemnego na Wileńskim, dostrzegłam panią. W moim wieku, niewysoka, w czerwonej kwiecistej sukience, z kwiecistą torebką. Miała też ciemne lakierki z paseczkiem przez środek stopy. Ten strój i ogólny wygląd kobiety poprawił mój – i tak nie najgorszy – nastrój, a także wzbudził podziw dla niewyszukanej radosnej inwencji.
Pani trzymała przy uchu telefon i zatrzymała się z boku, żeby porozmawiać przed zejściem do tunelu. Gdy ją mijałam, usłyszałam: "Dzień dobry! Mirek, jak ciebie zawsze jest dobrze słyszeć!".
Potem szybciutko pobiegłam do metra i w przejściu podziemnym zaczęłam karmić się – jak co rano – zapachem świeżego twarożku ze szczypiorkiem. Przynajmniej brałam go za ten zapach, dopóki nie przekonałam się, że to zapach ziół dodawanych do pieczywa w podziemnej piekarni. Ale jakaż to różnica!
Wzruszył mnie ten twarożek 😉 A Was?
Ciekawe, czy Ziębuszce spodobałyby się moje balerinki?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz