poniedziałek, 2 września 2024

żałoba

Wrócić do miejsc, w których zgubiło się kawałki duszy. Pozbierać je, oczyścić i zlepić w całość. To też życie. 

Własne i kochane.


Wspominałam już o żałobie kilkakrotnie. Przeżywamy ją w życiu wiele razy i nigdy nie jest to dla nas łatwe doświadczenie. Rozpaczamy nie tylko z powodu straty bliskich nam ludzi czy zwierząt, ale również z powodu straty innych ważnych elementów naszego istnienia, również nas samych. Niektóre sytuacje w życiu powodują właśnie, że uśmiercamy samych siebie, odrzucając lub próbując zagłuszyć niewygodne emocje. Umysł idzie nam wtedy z pomocą, czy raczej z pseudopomocą. Zniekształcając prawdę do granic możliwości, pozwala trwać w iluzji, która jest mniej bolesna i mniej przytłaczająca niż prawda. Czasami mija bardzo, bardzo dużo czasu, zanim ją wreszcie przyjmiemy. Problem w tym, że samo zrozumienie sytuacji niczego nie zmienia, a już na pewno nie doprowadza do wewnętrznego uzdrowienia. Trzeba pójść zdecydowanie dalej. Zajrzeć w głąb siebie i dotknąć tych wszystkich ran, które dotąd z jakichś przyczyn nie mogły się zagoić.    
Nie chodzi o to, żeby wejść w rolę ofiary i zrzucić odpowiedzialność za wszystko, co nas spotkało, na otaczający nas świat, ale o przepracowanie wszystkich niewygodnych emocji, żeby wreszcie się od nich uwolnić. Tylko to pozwoli wpuścić światło do domu, w którym niepostrzeżenie zapanował mrok.

Narysowałam dom. Ten dom jest metaforą mojej duszy. Wiadomo, że żyje ona tylko dzięki światłu, dlatego rozprawienie się z uczuciami blokującymi jego dopływ jest konieczne. Odkrywanie i ponowne przeżywanie każdego z nich zawsze wiąże się z uznaniem jakiejś straty.


Rozprawienie się z każdym z tych uczuć to długotrwały proces, czasami potrzebowałam naprawdę bardzo wielu dni, żeby się z którymś z nich uporać.

Poszczególne uczucia przywoływałam pojedynczo i wskazywałam wszystkie możliwe doświadczenia, jakie były ich źródłem – od najwcześniejszych lat do dzisiaj. Powszechnie wiadomo, że sytuacje, które obecnie dotkliwie nas ranią, ujawniają emocje, które przeżyliśmy albo zakopaliśmy w przeszłości.

Przykład: UPOKORZENIE

1. W których sytuacjach w życiu zostałam upokorzona?
– np. gdy w wieku kilku lat zostałam publicznie ośmieszona (przywołałam w pamięci to doświadczenie, by zmierzyć się ponownie z niewygodnym uczuciem).
– itp.
    
2. Co o sobie myślałam, kiedy zostałam upokorzona?

3. Dlaczego pozwalałam na to, by ktoś mnie upokorzył?

4. Czego najbardziej potrzebowałam, gdy zostałam upokorzona?

5. Jaka potrzeba nie została wtedy zaspokojona? Czy mogę zaspokoić ją dzisiaj?

6. Jakie zachowania/mechanizmy wypracowałam w sobie, by uniknąć upokorzenia albo ukryć je przed światem?

7. Co odrzuciłam w sobie w wyniku tego doświadczenia?

Pytań było oczywiście dużo więcej, ale nie widzę potrzeby wypisywania ich wszystkich. Skonfrontowanie się z każdym z uczuć za każdym razem odsłaniało jakąś stratę, którą wreszcie mogłam opłakać. 

Teraz już wiem, że przez lata traciłam samą siebie. 
Widzę to, czuję to – głęboko w swojej duszy.

Zajrzenie w głąb siebie wymaga dużej odwagi,
a jeszcze większej dotknięcie krwawiących ran
– skutkiem tego staje się odkrycie prawdy o sobie.
Właśnie o SOBIE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz