Reperkusje wcześniejszej albo fałszywej przynależności nie kończą się z chwilą, kiedy postanawiamy ją porzucić. W zależności od tego, jak głęboko i prawdziwie weszliśmy w tamte relacje, nasze łańcuchy mogą być mocno zaciśnięte i bolesne do zrzucenia. Wciąż odbijają się echem w naszych snach jeszcze długo po tym, jak ruszyliśmy do przodu, i mogą wywoływać w nas ambiwalentne uczucia na temat naszego wyboru. W tej ambiwalencji nie ma niczego złego – stanowi ona jeden z niezbędnych trudów rozpaczania z powodu wszystkiego, co tak bardzo kochaliśmy.
(Toko-pa Turner, Przynależność. Jak przypomnieć sobie drogę do domu)
Droga, jaką przebyłam, wcale nie w ciągu kilku ostatnich miesięcy, ale w ciągu kilku lat, doprowadziła mnie do miejsca, w którym teraz jestem. To przestrzeń, przede wszystkim wewnętrzna, gdzie wreszcie uznaję swoją wartość. Nie umiem tak po prostu unieważnić tego, co było dla mnie niezwykle cenne, oraz ludzi, w relację z którymi mocno się zaangażowałam. Minione sytuacje pozwoliły mi stawać się sobą, zmuszając mnie do zmierzenia się z demonami przeszłości i dostrzeżenia wszystkiego, co wcześniej w jakiś sposób mnie ograniczało. Mam teraz w sobie więcej odwagi i więcej pogody ducha, więcej spokoju i przede wszystkim miłości do samej siebie.
Pamiętam, jak trudno było mi odejść od ważnej dla mnie relacji, jak goła i samotna poczułam się w momencie, gdy wszechświat dokonywał swojego dzieła. Runęły wtedy fundamenty mojego bytu i musiałam ponownie, jak działo się to we wczesnej młodości, te wszystkie rozsypane kawałki siebie złożyć w jedną całość. Bez nienawiści do drugiej osoby, ale z miłością do samej siebie. Ponieważ przez większość życia nie umiałam uznać własnej podmiotowości, a zadanie wymagało sprawności szachowego mistrza, nieustannie potykałam się w dążeniu do celu.
Żadna inna relacja nie odsłoniła tak wielu moich braków. W żadnej innej relacji nie czułam się równie wyjątkowa i nieważna jednocześnie, co w tej, i wiem już, że problem jest tak złożony, jak złożony jest wszechświat, dlatego daleka jestem od osądzania kogokolwiek. Zamiast tego pozwalam sobie nazywać rzeczy po imieniu i wskazywać wszystko to, co było dobre, i wszystko to, co nie było dobre, żeby się czegoś nauczyć.
Tak, to normalne, że wracam czasami myślami do tego, co stanowiło ważną część mojego życia. Wracam, bo jestem człowiekiem, i pamiętam, że po drugiej stronie zawsze stoi człowiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz