niedziela, 8 września 2024

studnia

Śniło mi się, że zjeżdżałam z zaśnieżonej górki. Na jej końcu była szczelina zakrywająca głęboką studnię, o czym przekonałam się dopiero wtedy, gdy w nią wpadłam. Spadając na dno, wiedziałam, że umrę, że to droga w jedną stronę. Wtedy natychmiast zrodziła się we mnie myśl, że zrobię wszystko, żeby przeżyć, choć miałam świadomość, że szansa jest nikła. Postanowiłam mimo wszystko się nie poddawać i nie układać spokojnie w przepastnym grobie, nawet gdyby miało się okazać, że się nie uda. Woda w studni była przejrzysta, dlatego gdy spojrzałam w górę, mogłam dostrzec światło, do którego z całych sił zaczęłam podpływać. To ono wskazywało mi drogę. 

Poobijana, obolała i zakrwawiona jakimś cudem wydostałam się na zewnątrz. Każdy kroczek, jaki później wykonałam, sprawiał mi dużo bólu, a widok posiniaczonych nóg wzbudzał przerażenie. Zdziwiłam się, gdy po jakimś czasie zorientowałam się, że mogę już swobodnie stąpać po ziemi, poruszając się normalnym, nie spowolnionym, tempem. Spojrzałam wtedy na swoje nogi. Wciąż widać było sińce, ale nie odczuwałam już bólu.

Moje sny mówią wszystko. Dlaczego nie słuchałam ich wcześniej? Nie wiem. Są zwierciadłem mojej duszy i łącznikiem między światem ziemskim i duchowym. Ze świadomością, jaką mam teraz, sięgam pamięcią do szczególnie wymownych i ważnych snów z przeszłości. Wiele mi wyjaśniły. Niech się śni!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz