Pewnej nocy, gdy obudziłam się w ciemnym, pustym pokoju, w postaci chłodnego cienia pochylił się nade mną dobrze znany mi od zawsze Ból Odrzucenia. Spoglądał przenikliwie prosto w moje oczy i chłodził każdą, i tak już zmarzniętą, część mojego ciała. Sam chłód zresztą też był mi dobrze znany, od zawsze, ale dopiero teraz zrozumiałam, czym był. Tęsknotą za miłością, za akceptacją, za poczuciem bezpieczeństwa, za harmonią, jakiej nigdy nie umiałam w sobie stworzyć, bo zawsze coś burzyło wewnętrzny spokój.
– Czego właściwie chciałaś od życia? – zapytał złowrogo i z pewnego rodzaju zarzutem Ból, który wtopił się nagle w pozostające na łóżku w pozycji leżącej spięte ciało, i trawił od środka w taki sposób, żeby zaznaczyć swoją obecność w każdym jego zakamarku.
– Choć raz w życiu chciałam być czyjąś ulubioną osobą – odparłam z cichym westchnieniem i z ogromnym pragnieniem skrycia się przed światem, który tamtej nocy wydawał mi się jeszcze groźniejszy i bardziej nieprzewidywalny, niż sądziłam dotychczas.
– Może za dużo chciałaś? – zasugerował, wcale nie delikatnie, szyderczo uśmiechający się Ból.
– Może. To chcenie wzięło się z deklaracji, w które uwierzyłam.
– Może jesteś zbyt łatwowierna?
– Może. Zaufałam zapewnieniom – odparłam i zaczęłam kurczyć się w sobie jak roślina pozbawiona dostępu do wody i światła.
– Może nie powinnaś ufać?
– Może.
– Czy mogłaś coś zrobić, żeby zapobiec temu, co się stało? – dopytał z zaciekawieniem, ale też z pewnego rodzaju przytykiem, Ból, który znał dobrze moją przeszłość i wiedział, że to pytanie zawsze mnie rozwarstwia.
– Nie mogłam. Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka – odparłam słowami Alexisa de Tocqueville’a – Nawet jeśli ci na kimś bardzo zależy, musisz pozwolić mu odejść, kiedy już wiesz, że zmusza się do kontaktów z tobą i robi wszystko, żeby uniknąć twojego towarzystwa.
– I co teraz zrobisz?
– Skulę się w kłębek, by ogrzać odrobinę zmarznięte ciało, i pobędę z tobą jeszcze przez chwilę, a później poproszę, żebyś odszedł.
– Może już nigdy nie wrócę.
– Wrócisz. Ty zawsze wracasz, ale twoja obecność już mnie nie przerasta, ponieważ nauczyłam się z tobą obcować – odparłam lekko, a z tonu mojego głosu wybrzmiała nutka powracającego spokoju.
Ból został ze mną do rana. Poszturchał jeszcze, powywracał wnętrzności, ścisnął za serce, za żołądek, a kiedy za oknem pojawił się blask wschodzącego słońca, zniknął subtelnie, ustępując miejsca codziennym sprawom. Mój Ból, mój wierny towarzysz.
Bólu nie unikniemy, ale musimy się nauczyć z nim żyć. Bardzo poruszył mnie ten tekst. Ściskam kochana
OdpowiedzUsuńZnam ten etap oderzania w samego siebie zanim pojawi się wybaczenie też samemu sobie.
OdpowiedzUsuńDziękuję. To dla mnie ważny tekst, dlatego ważne są dla mnie również sformułowane po jego lekturze myśli.
OdpowiedzUsuń