Nie umiem fizyki. Znam jakieś marne podstawy, ponieważ reszta nauki z nią związanej to szkoła życia. Taki właśnie stosunek do przedmiotu miał mój licealny nauczyciel. Przychodził na lekcje i z kieszeni, bezbrzeżnie głębokiej, wyjmował dla nas kolejną cegiełkę – tak zwykł nazywać każdą moralizującą nas myśl. Jedna z nich szczególnie utkwiła mi w pamięci. Brzmiała mniej więcej tak:
Żyj w taki sposób, abyś mógł, stojąc przed lustrem u schyłku swojego życia, spojrzeć sobie w twarz.
To cenna rada, przekazuję ją również swoim uczniom, zaznaczając przy tym wyraźnie, że to słowa mojego nauczyciela, i jestem pewna, że przydaje się w życiu bardziej niż zasady fizyki. Chciałabym móc, stojąc przed lustrem u schyłku swojego życia, spojrzeć sobie w twarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz