Nadrobiłyśmy z Bezą trochę straconego czasu.
Ogródkową posiadówkę przerwałyśmy na chwilę spacerkiem.
I był tort! Oczywiście bezowy roboty Bezy 😋
Jeden taki też się na niego czaił 😅
Poniżej wcześniejszy torcik, którym Beza ratowała mi kiedyś życie:
– Czy mogłabyś przesłać mi przepis na krem do tortu bezowego? – piszę z samego rana, ja, rasowy laik pieczeniowy chcący porwać się z motyką na słońce.
– Na kiedy potrzebujesz tego tortu?
– Na już – odpowiadam zgodnie z prawdą.
– To już nastawiam bezę i biorę się za krem.
No, ja w sumie też nie mam do siebie zaufania w tej kwestii 😅



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz