niedziela, 21 kwietnia 2024

jestem w domu

Śniło mi się, że latam. Około metra nad ziemią przemieszczałam się sprawnie i płynnie, z łatwością pokonywałam odległość wiodącą do domu. Wiedziałam jednak, że wzniesienie się wyżej ułatwiłoby i przyspieszyło podróż, nie musiałabym wtedy szerokim łukiem omijać przeszkód pojawiających się na mojej drodze. Domów czy wysokich drzew. Po jakimś czasie, gdy zbliżyłam się do wysokiej wierzby, zamachałam rękami wystarczająco intensywnie, by móc przelecieć nad nią. Od tej pory wysiłek, wręcz ponadludzki i wyczerpujący, musiał być ciągły. Dokładałam wszelkich starań, by utrzymać osiągniętą wysokość, którą automatycznie traciłam przy próbie chwilowego odpoczynku. 

W końcu dotarłam do celu. By wejść do domu, musiałam przecisnąć się przez mały otwór, przypominający ten, który montuje się w drzwiach dla kotów albo małych psów. Nie było to łatwe zadanie. Utknęłam. Na chwilę pozwoliłam pochłonąć się bezsilności. Zawieszona w połowie przejścia opadłam bezradnie z sił. Przestałam się przeciskać, miotać, położyłam głowę na zimnej posadzce i dałam sobie czas. Tyle, ile potrzebowałam, by nabrać mocy do mierzenia się z przeszkodą. W końcu w pełni sił podjęłam ostatni wysiłek i znalazłam się w domu.

Ten sen to moje życie. Całe lata szłam na łatwiznę, ponieważ bałam się zmierzyć z trudnościami, które zwyczajnie mnie przerastały, i wznosiłam się nie wyżej niż metr ponad ziemię. To wysokość, na jakiej człowiek nie stawia granic – trochę z powodu lęku, ale bardziej z powodu braku miłości do samego siebie – rezygnuje z walki o siebie, omija konflikty, podporządkowuje się, by nie stracić miejsca, które daje mu względne poczucie bezpieczeństwa i w konsekwencji staje się źródłem wewnętrznego cierpienia. W końcu znalazłam w sobie odwagę, dzięki której mogłam pokonać własne ograniczenia, co niestety na jakiś czas wywołało depresję, sprawiło, że utknęłam w przejściu prowadzącym do celu. Wycofałam się z życia towarzyskiego i pozwoliłam sobie na odpoczynek. Kiedy odnalazłam w sobie miłość i szacunek do samej siebie, mogłam o siebie zadbać. Po raz pierwszy w życiu. Depresja, i każdy objaw z nią związany, to odpowiedź na wszystko, co się właśnie działo – depresja to mój sprzymierzeniec. To najbardziej adekwatna reakcja.

Jestem w domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz