Czasami rozmyślam nad sensem istnienia i własną rolą w życiu ludzi. I myślę, że warto od czasu do czasu zadać sobie pytanie, kim jesteśmy i kim chcemy być w relacji z drugim człowiekiem, mając świadomość, jak ogromny wpływ nasza obecność lub to, co robimy albo mówimy, może na niego mieć. Pierwszego dnia matur podbiegł do mnie jeden z moich Wychowanków i powiedział:
– Wczoraj wieczorem i dziś rano przeczytałem ponownie list od pani i wiem, że sobie poradzę.
– No rejczel! – odparłam żartobliwie, żeby zdjąć z niego odrobinę stresu przed pierwszym tak ważnym egzaminem w jego życiu – Ciężko pracowałeś na swój sukces, nie wyobrażam sobie innej opcji.
– Dziękuję – odparł.
– Podziękuj sobie. Zrobiłeś wszystko, co w twojej mocy, żeby nie zmarnować tej szansy.
I pobiegł wyprostowany, na mocnych, twardo stąpających nogach do swoich kolegów. Silny i natchniony, zbudowany. A ja patrzyłam na niego oczami...
Wychowawczyni?
Matki?
Chyba mieszanką obu.
Tamtego dnia zresztą był już zupełnie kimś innym niż na początku klasy maturalnej, kiedy rozpoczynaliśmy wspólne zmagania. Nadrobił zaległości, udoskonalił umiejętności, uwierzył w swoją moc.
A gdybym w toku powtórek, widząc popełniane przez niego błędy, powiedziała mu, że jest głupi, nawet w formie żartu, zamiast wskazać niedociągnięcia, nad którymi mógłby popracować, czy przyniosłoby to inny skutek? Nigdy się tego nie dowiem.
A gdybym jednak powiedziała mu wtedy, że jest głupi, nawet w formie żartu, o czym by to świadczyło? Tylko o mnie. O tym, że potrzebuję przerzucić na kogoś swoje kompleksy, że sama wewnętrznie właśnie taka się czuję, że próbuję wywyższyć się kosztem drugiego człowieka, żeby poczuć się ze sobą lepiej, że nie doceniam swojej wartości.
W każdym człowieku kryje się ogromny potencjał. Wiem to. Widzę to.
słowa są jak żyletyjak balsamranią kojąsą zgubą nadziejągwoździem do trumnyostatnią deską ratunku
niech pierwszy rzuci kamieniemkto nigdy nie skrzywdził słowem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz