Siedzimy sobie z psem w ogródku – ja na huśtawce, on tuż przy mnie na fotelu, zwinięty w puszysty kłębek. Powoli zanosi się na deszcz, dlatego łapczywie chwytamy ostatnie promienie dzisiejszego słońca. Otula nas ciepły wiatr i widok dojrzewających malin, które obudziły się na dobre dopiero teraz – uparcie i zbiorowo czerwienieją.
– Fajny z ciebie zwierz – mówię i czochram go po głowie, dając wyraz sympatii i zaangażowania w relację.
A ten nic. Pomerdał tylko ogonem i rozłożył się do góry brzuchem. Jak placek na patelni.
– Powiedz, jak ci minął dzień? – pytam.
A ten nic, więc dodaję, by podtrzymać konwersację:
– Mój był taki sobie, trochę ciężki – mówię zgodnie z prawdą.
Zagaduję i już sama nie wiem, co mam robić, co mam o tym wszystkim myśleć. Pies wciąż milczy. Wskoczył tylko na huśtawkę, oparł głowę na moich udach i oddycha spokojnie.
I to ma być relacja? Ja się pytam?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz