poniedziałek, 21 sierpnia 2023

niepamięć

Nie pamięta, jak wyszła z czeluści mroku na świat. Nikt nie pamięta. Próbuje czasami przypomnieć sobie tę chwilę, dlatego widzi oczami duszy, jak matka wyciąga do niej ręce, by utulić w ramionach zrodzoną do życia bezbronną kruszynę. Musiała poznać wtedy miłość, troskę, ciepło matczynego ciała i bezpieczeństwo. Musiała. Czy można tęsknić za czymś, czego się nie zna? Ptak, który śpiewa w klatce, musiał się w niej urodzić, nie mógł poznać innego życia – w przeciwnym razie tęskniłby w milczeniu za utraconą wolnością.

Na świat przyszła zupełnie naga, niczego więc nie można było jej zabrać. Dano jej pokarm, ubranie i dach nad głową. Żyła, by brać. I brała pełnymi garściami. A jednak kiedyś, gdy była naga, zabrano jej ufność. Oblekł ją smutek i wciągnął w potworny, ciasny tunel, by karmić się słabością ciała. Ten sam smutek bywa wygodny i sprzyja lenistwu. Można w nim utknąć na tysiąclecia.
Tęskni, choć nie pamięta. Próbuje załatać powstałą pustkę skrawkami przyjemnych doznań, czyniąc z nich substytut najdroższej czułości, która słucha, wciąż czeka i wzmacnia. Próbuje wierzyć w zamysł wszechświata i sens swojego istnienia, które nie jest ani trochę więcej warte od istnień straconych nagle podczas wojen i tych, w których wciąż tli się życie. Warte nie mniej, nie więcej od innych. Dlaczego potrafi docenić wartość każdego życia, choć swoje własne postrzega jak piąte koło u wozu, co sprawia, że wciąż czuje się nieproszonym gościem wzdychającym do czegoś, czego nie umie sobie przypomnieć?
Może czas przywróci jej pamięć. Pamięta zapach papierówek w babcinym sadzie, odgłosy wiejskich zwierząt i krowi ząb, który wbił jej się w duży palec, gdy brodziła boso w ciepłym, mętnym stawie – po raz pierwszy i po raz ostatni. Od tamtej pory nie wchodzi do wody, gdzie nie widać dna. Zapach lata i jego wspomnienie koi zmysły, przywraca błogi spokój, dlatego często wraca myślami do czasów sprzed lat, gdy gołymi stopami przemierzała bezkresne w jej odczuciu pola, których ścieżki prowadziły do szczęścia. Było ono wówczas uchwytne i wręcz materialne, choć całkiem bezkształtne. Trzymała je w garści, jak trzyma się zerwane z polnego krzaka maliny, i czuła łaskawość świata w każdym kawałku własnego ciała.
Poznała dobro. Przyszło od obcych ludzi w postaci wspierających słów, czułych gestów, ich obecności. Było go wiele, bardzo wiele, aż trudno czasami je udźwignąć. Nosi je jednak w bagażu wspomnień, by mogło być tratwą, gdy znów zacznie tonąć lub zechce schować się w ciemnej norze przed życiem, w czasie którego zamiast mądrości zdobyła doświadczenie.
Uczy się nadziei i wiary od strudzonych codziennością osób znających smak cierpienia, żalu, lęku, lecz przede wszystkim radości, jaką wyrażają działaniami i sztuką, rozjaśniając w ten sposób barwy świata. Tworzą piękno, znają do niego drogę, choć nieobca jest im droga do bólu.
Zna ludzi wierzących w prawdziwą miłość i słyszy czasami:
– Pamiętaj, bardzo cię kocham – sens i ciepło tych słów są niczym przebłysk pamięci.
Czy miłość wyciągnie po nią ręce, gdy nastąpi kres? Gdy wróci w czeluści nieznanego mroku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz