– To jak, mogę ją wziąć? – pyta pani weterynarz przed pobraniem krwi Gai.
– Tak, bardzo proszę. Mam nadzieję, że się pani nie posika – odpowiadam pełna obawy, ponieważ naszej suce w momentach silnej ekscytacji zdarzają się wypadki.
– Ja? Postaram się nie.
I obie ryknęłyśmy śmiechem.
– Żadna z nas nie popuściła – oddając psa w moje ręce, orzekła pani weterynarz.
Ta sama, która kiedyś pozwoliła nam zawalczyć o Kaja...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz