Okazuje się, że wszystko jest kwestią interpretacji. Nie wystarczy odkryć dosłowny sens otrzymanego komunikatu, trzeba jeszcze umieć czytać między wierszami i my, nauczyciele Goethego, dobrze o tym wiemy.
Wchodzi wczoraj do pokoju nauczycielskiego nasza przełożona. Uśmiechnięta, serdeczna i milsza bardziej niż kiedykolwiek. Aż się nogi pod nami wszystkimi ugięły; krzesła pod tymi, którzy siedzieli. Patrzymy jeden po drugim, jakaś groza niepostrzeżenie zajrzała do naszych spłoszonych wnętrz.
– Dzień dobry wszystkim! – mówi dyrektorka – Miło was widzieć.
Oho! Popłoch sięgnął zenitu. Nie może być dobrze.
– To ja już może sobie pójdę – mówi psycholog i natychmiast kieruje kroki w stronę drzwi – ta zawsze wie, jak się zachować.
Milknę w odruchu samoobrony, wlepiam nos w leżące naprzeciw mnie notatki i czekam w napięciu na rozwój sytuacji. Kto mógł, ten się ewakuował, cała reszta, ze spuszczonym wzrokiem i pochyloną na znak pokory głową, czeka najgorszego.
– Co jest? – pyta zbulwersowana dyrektorka – Człowiek raz chciał być miły, a tu taka reakcja.
A my przecież wszyscy dobrze wiemy, że najwyższy stopień serdeczności zawiera się w słowach: „Nienawidzę was wszystkich!”, wypowiedzianych przez pracodawcę tuż po przekroczeniu przez niego progu drzwi wejściowych do pokoju nauczycielskiego.
"Nienawidzę was!" – to jest prawdziwa miłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz