sobota, 6 sierpnia 2022

danse macabre

Umarłam w życiu dwa razy. Po raz pierwszy, gdy miałam kilka lat, sześć, może siedem, i była to bardzo samotna śmierć. Leżałam wtedy skulona na łóżku, zamknięta w przestrzeni własnego umysłu, który płatał mi dziwne figle. Czułam się bardzo zagubiona, ponieważ straciłam zdolność odczytywania sensu zdań, jakie były do mnie kierowane, i nie mogłam poruszyć żadną częścią swojego ciała, choć bardzo tego chciałam. Pamiętam, że usilnie szukałam połączenia między głową a ręką, by móc chociaż zacisnąć z bezsilności piąstki. Nadaremno.
Nie była to dobra śmierć. Nie była to znana mi dzisiaj dobrze ars bene moriendi. Brakowało bliskich czuwających przy łóżku, odprowadzających mnie na drugą stronę, mama tylko co jakiś czas wbiegała do pokoju, coś mówiła i przykładała rękę do mojego czoła, by skontrolować stan rzeczy. Zabrakło czasu na spowiedź i odpokutowanie win. Aniołowie i diabli w permanentnym sporze latali nad pobladłą twarzą, czekając na duszę, która przez bolesny szczękościsk nie mogła ulecieć do góry.  

Drugi raz, gdy miałam kilkanaście lat i wzięłam udział w korowodzie śmierci. Uświadomiłam sobie wówczas bezlitosność budzącej grozę kostuchy, która za nic miała moje dobro. Czaiła się tylko na właściwy moment, później strategicznie podsunęła prawdę, jaka miała mnie zabić. I zabiła, pozbawiając złudzeń i nadziei trzymających mnie wcześniej przy życiu. Bezwzględny, rozkładający się trup o pożółkłej twarzy, któremu z oczu spływały krwawe łzy, odebrał mi tchnienie, uświadamiając mi moje położenie.

Wczoraj znów prawie umarłam. Mając zielone światło, skręcałam akurat na skrzyżowaniu w lewo – spokojna, zamyślona, trochę z głową w błękitnych chmurach, lecz jednak skupiona na jeździe – gdy nagle z gąszcza ulicznych pojazdów, z poprzecznej drogi, wyłoniła się mknąca na czerwonym świetle karetka jadąca prosto na mnie. Ś w i a t   z w o l n i ł.   W y z n a c z y ł a m   c e l,  ż e b y   o m i n ą ć   p r z e s z k o d ę.  G a z  d o  d e c h y,  l e k k i   s k r ę t  w  p r a w o,   p ó ź n i e j   w  l e w o.   A u t a   s t a n ę ł y,   ż y c i e   s i ę   z a t r z y m a ł o. Nagle świst, za plecami przemknęło mi pogotowie. 
Na chwilę stanęło mi serce, ale nie dałam się śmierci poprosić do tańca.

(6 sierpnia 2022)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz